Fast food może być sztuką – twierdzą smakosze panierowanego kurczaka, a kiedy światowej klasy gigant otwiera lokal w sercu Górnego Śląska, trudno się nie ekscytować. Popeyes Katowice to nowe kulinarne objawienie dla miłośników soczystych kawałków kurczaka rodem z Luizjany. Ale czy to tylko kolejna budka z nuggetami, czy może coś więcej? Czas zajrzeć za kulisy tej pysznej rewolucji, sprawdzić menu, lokalizację oraz oczywiście… co sądzą o tym klienci. Bo przecież kto jak kto, ale Śląsk zna się na konkretnym jedzeniu!
Gdzie jest ten cały Popeyes Katowice?
Nie musisz mieć GPS-u z NASA, by trafić do miejsca, gdzie panierka chrupie jak chrust w ognisku. Popeyes Katowice znajduje się w sercu handlowego zagłębia – Galerii Katowickiej, tuż przy głównym dworcu PKP. To lokalizacja idealna zarówno dla głodnych studentów, jak i zawodowych łowców smaku w przerwie na lunch. Wyjście z pociągu, parę kroków – i już unosi się zapach red beans & rice, frytek Cajun i pikantnych stripsów, które mówią dzień dobry na południowy (i bardzo ostry) sposób.
Menu, czyli kurczak w roli głównej
Kto szuka wegańskiej bohemy, ten raczej długo tu nie zabawi – ale jeśli twoją religią jest dobrze usmażony kurczak, to właśnie trafiłeś do nieba. Popeyes Katowice oferuje menu, które stanowi luizjańską klasykę z twistem i polską szczodrością w porcjach. Królują tu udkowe kawałki klasycznie panierowane, stripsy (w wersji łagodnej i piekielnej), kanapki Chicken Sandwich, wrapy i zestawy w różnym kalorycznym kalibrze. A wszystko obficie karmione przyprawami prosto z południa USA.
Na uwagę zasługują też dodatki – frytki Cajun, które mają więcej charakteru niż niejedna polityczna debata, red beans & rice – czyli coś, co brzmi jak piosenka reggae, ale smakuje jak babciny obiad w Nowym Orleanie, oraz coleslaw i mac & cheese, które skutecznie gaszą pikantny ogień. Za deser robi tu klasyczny ciastko-ciasteczko typu chocolate chip. Nie zdziw się, jeśli zjesz dwa.
Obsługa i klimat – amerykański sen na Śląsku
Choć za oknem czasem siąpi i dmucha z Rynku, to już po przekroczeniu progu Popeyes Katowice trafiamy w środek kolorowego, południowego luzu. Wnętrze jest żywe, z dominacją pomarańczowo-czerwonej kolorystyki, a z głośników nierzadko sączy się radosna, lekko jazzowa nuta. Obsługa jest młoda, energiczna i – co najważniejsze – nie gubi się w składaniu zamówień, nawet przy kolejce jak przed sklepem po schab w latach 80.
Złożysz zamówienie przez ekran samoobsługowy albo tradycyjnie, przy kasie. W obu przypadkach dostaniesz swój numer, a kiedy usłyszysz magiczne piętnastka, wiesz, że czeka cię kulinarna uczta.
Opinie klientów – czy warto?
W dobie recenzji pisanych szybciej niż statusy na Facebooku, nie można pominąć głosu ludu. Popeyes Katowice zbiera wysokie noty – internauci chwalą smak (bo kurczak soczysty, a panierka chrupiąca – czyli dokładnie to, czego się oczekuje), szybkość obsługi i uczciwe ceny. Czy bywa tłoczno? Owszem, szczególnie w godzinach obiadowych i weekendy, ale czy to źle świadczy? Wręcz przeciwnie – trudno się oprzeć wrażeniu, że ta franczyza naprawdę trafiła w gust lokalnej społeczności.
Negatywne opinie? Owszem, zdarzają się – najczęściej dotyczą długiego oczekiwania albo zbyt pikantnego smaku. Ale, cóż, jeśli zamawiasz coś opisane jako hot n’ spicy, trzeba liczyć się z ogniem na podniebieniu.
Niektórzy porównują Popeyes Katowice do innego fast foodowego gracza ze złotym M w logo. Zazwyczaj porównanie to wypada na korzyść południowoamerykańskiego kurczaka – i nie chodzi tylko o smak, ale też o różnorodność menu oraz autentyczny styl.
Popeyes Katowice to nie jest tylko kolejne miejsce, gdzie wpadasz na szybki lunch, to raczej mała podróż do Nowego Orleanu bez potrzeby paszportu i jet lagu.
Ale najważniejsze – czy warto? Oj, warto, jeśli nie boisz się dobrze przyprawionego życia (i rusztowań kalorii, których po części warto się nie liczyć).
Przeczytaj więcej na: https://meskimokiem.pl/popeyes-katowice-menu-godziny-otwarcia-i-opinie-klientow/